O Mnie !!!!

            ღ Zwracamy się do Państwa z prośbą o Pomoc dla Milenki ღ
                  

Od 17 Kwietnia 2011 r. do 14 czerwca 2011 spędziłam w Szpitalach . Walczyłam o życie , zdrowie , rodzice bali się o mnie  . Kiedy byłam na intensywnej terapii rodzice siedzieli tyle ile można było przy mnie … płakali modlili się a ja jak taka lalka leżałam z zamkniętymi oczami między ziemią a niebem i nie wiedziałam czy wrócę do nich czy dostanę kolejną szanse , kilkakrotnie lekarze przetaczali mi krew , byłam podłączona pod sztuczne płuco które oddychało za mnie ,nikt nie umiał powiedzieć co dalej będzie  lekarze zasugerowali  aby mnie ochrzcić . Tato niewiele myśląc pobiegł do najbliższego kościoła i wraz księdzem wrócili na oddział wtedy mój wujaszek Iruś został moim chrzestnym a chrzestną została pielęgniarka oddziału intensywnej opieki ciocia Aneta bez wachania się zgodziła i tak w pieluszce i cała okablowała przyjęłam sakrament Chrztu Świętego i Pana Boga zaprosiłam do swojego życia. Już na następny dzień lekarze widzieli że  mi się poprawia lecz nie robili nadziei rodzicom , i tak w oczekiwaniu co będzie dalej przeżyliśmy 17 dni . Kiedy mnie wybudzono ze śpiączki zadzwonili lekarze po moją mamę i tatę którzy  w kilkanaście minut dotarli do mnie aby mnie przytulić ucałować … cieszyli się że żyję , że minęło to co mi zagrażało a ja wróciłam do nich … co to była za radość …  wtedy też okazało się iż mam padaczkę , rzutów miałam dziennie ze sto ale nie poddawałam się byłam silna dla nich tak jak oni dla mnie. Kilka dni później mój tatulek opuścił nas ponieważ musiał wracać do pracy a my z mamą zostałyśmy przeniesione na  oddział pediatryczny gdzie trwało dalsze leczenie , szukanie przyczyny tego co mnie tak zmarnowało…!!!!

Następnym Szpitalem był Kliniczny Szpital Unii Lubelskiej w Szczecinie tam spędziłam 17 dni gdzie szukano dalej przyczyny mojej choroby jak również próbowano leczyć padaczkę . Zrobiono mi 2 razy punkcję lędźwiową  , rezonans , a krew pobierano codziennie , ciągle przypinali mi rurki z których do moich żył leciały lekarstwa… do tego 5 razy dziennie kuli mnie w paluszek aby sprawdzić poziom cukru we krwi ah co to był za ból … ale nie poddawałam się . Tam też poznaliśmy superowe pielęgniarki w szczególności ciocia Krysia i Renię … jak również w naszej sali była też inna  dziewczynka z rodzicami ,  mama miała chociaż z kim porozmawiać , pośmiać się , było jej raźniej ponieważ nie była  sama. Codziennie odwiedzali nas babcia z dziadkiem i czasem ciocia , która nawet raz została ze mną na noc a bała się jak cholera , lecz okazało się że strach ma tylko wielkie oczy !!! Tak toczyły się dni aż do 27 maja kiedy na porannej wizycie mama dowiedziała się iż wychodzimy do domu , czekaliśmy tylko na wynik który decydował o moim dalszym losie. Los chciał iż wynik Wirusa Cytomegalii okazał się pozytywny i w jednej minucie z radości wypisu powstał strach i smutek  ponieważ po kilkudniowej przerwie w domu czekał nas kolejny Szpital . I tak na weekend wróciłam do domu wrócił też tata z wyjazdowej pracy , jeju jaka byłam szczęśliwa lecz nie mogłam tego okazać moje oczy były przymknięte ponieważ nic nie widziałam a sama ja nie miałam kontroli nad ciałem , moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa nie mogłam nic zrobić rodzice patrzeli na mnie jak na lalkę która leży i nawet nie płacze z głodu czy mokrej pieluchy , mama znała mnie na tyle że zawsze wiedziała kiedy miałam jeść czy pić . Weekend był ciepły dużo czasu spędziłam na dworze , spacerując i  wsłuchując się w śpiew ptaków . 

31 maja stanęliśmy całą trójką w drzwiach następnego Szpitala na Arkońskiej w Szczecinie gdzie dalej mnie badano i leczono , podejrzewano nawet wirusa HIV lecz ku zdziwieniu lekarzy wynik był ujemny . Wprowadzono leczenie Gancyklowirem na który  rodzice musieli  wyrazić pisemną  zgodę. I tak przez  14 dni 3 razy dziennie podłączali mi kroplówkę z lekiem i co 3 dni zmieniali wkucie wenflonu , lecz 2 dni przed końcem leczenia moje żyły stały się cieniutkie i pękały przy ukuciu . Lekarze chcieli zrobić mi wkucie w tętnicę główną lecz moja mama powiedziała że nie zaryzykuje i nie pozwoliła , bała się żeby nie stało mi się nic złego . Całymi dniami rodzice byli ze mną a na noc się zmieniali ponieważ mój starszy brat w tym czasie był u babci i bardzo tęsknił nawet jak nas odwiedzał miał łzy że wraca bez nas . I tak 14 czerwca z samego  rana  dostaliśmy  wypis do domu , dziadek Heniek  z Karolem przyjechał  po nas  i zabrał nas do domu , cieszyliśmy się  … że w końcu wracamy do domu!!! I tak z łap śmierci udało mi się uciec i wrócić do rodziców i brata lecz czekała na nas  dopiero intensywna i ciężka praca nad powrotem do mojej normalności … ale dziś z  tego miejsca dziękuję tym którzy dali mi szansę abym mogła żyć i tym którzy okazali serce mi i moim rodzicom ……

DZIŚ MILENKA JEST WSPANIAŁĄ 4 LATKĄ … NADAL NIE CHODZI … NIE SIEDZI … NIE MÓWI LECZ JEJ UPÓR W WALCE JEST TAKI WIELKI ŻE WIDAĆ POSTĘPY ORAZ SIŁĘ WALKI O ŻYCIE I ZDROWIE  ღ

CUDOWNA PIOSENKA … DLA WSZYSTKICH RODZICÓW  DZIECI NIEPEŁNOSPRAWNYCH … OD DZIECI !!!!



SLAJDZIK MILENKI !!!
Jesteśmy również na facebook

https://www.facebook.com/pomocmilence/

http://slajdzik.pl/slajd/pomoc-milence-72996

ZBIERAMY NA WÓZEK KIMBA BARDZO PROSIMY O POMOC

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>